Dzień 0 - Podróż

24 Kwiecień 2017
'16 wspaniałych' zebrało się przed ósmą obok nowotarskiego MOK-u celem wyruszenia na podbój wysp. Około godziny dziesiątej byli już na krakowskim lotnisku, gdzie do trzynastej czekali na odlot. Podróż samolotem przebiegła tak sprawnie, że przybyli przed czasem (o czym będzie później). Wylądowali w Londynie, więc jeszcze jakoś trzeba było dostać się do miejsca docelowego - Bournemouth - a w tym pomógł im VIP-owski autokar, "W takim to bym mógł nawet cały miesiąc jechać" ~ P. Brańka. Po dotarciu na miejsce zostały wezwane rodziny w trybie 'emergency', ponieważ nikt nie spodziewał się przybyszów tak szybko. Nie wszyscy byli w stanie przyjechać wcześniej, więc część uczestników została później odwieziona taksówką. Jednak największym zaskoczeniem okazało się zdanie "There is no balloon" - balon znajdujący się w centrum Bournemouth został uziemiony z powodu kosztów utrzymania. Teraz zdobywcy z kontynentu będą musieli odnaleźć inny charakterystyczny punkt, dzięki któremu trafią do serca miasta. Albo użyć Google Maps ;)

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 1

24 Kwiecień 2017
Dzisiaj mieliśmy dzień poznawania naszych szefów, miejsc praktyk i zadań. Humory nam dopisywały jednakże myślę, że niektórzy byli zestresowani nadchodzącą rozmową kwalifikacyjną w przydzielonych nam firmach. Po śniadaniu udaliśmy się do centrum Bournemouth, gdzie spotkaliśmy się z resztą grupy. Następnie wzięliśmy udział w spotkaniu organizacyjnym w siedzibie Training Vision - naszego partnera, gdzie otrzymaliśmy informacje o systemie komunikacji miejskiej atrakcjach w mieście oraz dowiedzieliśmy się szczegółów o naszych miejscach praktyk. Po spotkaniu, na krótkiej wycieczce zwiedziliśmy atrakcje Bournemouth. Przeszliśmy przez Lower Garden, udając się w stronę ogromnego diabelskiego młynu znajdującego się niedaleko plaży. Pogoda dopisywała - można było zauważyć ludzi kąpiących się w ciepłych wodach Kanału La Manche. Po spacerze udaliśmy się do miejsc pracy - zapoznalliśmy się z obowiązującymi zasadami w firmach, ich działalnością oraz zakresem naszych obowiązków. Czekają nas nowe wyzwania z którymi będziemy musieli sobie radzić, życzcie nam powodzenia! :)

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 2

25 Kwiecień 2017
Dzień pełen niespodzianek :) Wczoraj mieliśmy największy stres przed rozmową z pracodawcą, ale w moim przypadku okazało się, że 'nie taki diabeł straszny jak go malują'. Spotkanie przebiegło bez problemu, w miłej atmosferze - pracuję w serwisie komputerowym. Mój szef otwiera właśnie dwa nowe sklepy - jak widać, biznes kwitnie :) Myślę, że większość z nas ma pozytywne wrażenia po pierwszym dniu pracy. GSM International zaskoczyło nas prezentem w postaci angielskich kart SIM - gratis! Możemy ze sobą rozmawiać bez kosztów, oczywiście z opiekunami również Po robocie znalazła się chwila wolnego czasu, aby zrobić małe zakupy. Pośród wielu sklepów moją uwagę przykuł jeden z szyldów: 'sami swoi'. Tak, to był polski sklep. Jak się później okazało jeden z wielu w Bornemouth. Wchodząc tam, miło było powiedzieć swobodnie - 'dzień dobry', po całym dniu angielskiego :) Pogoda jest zaskakująco słoneczna, co jest bardzo dziwne w UK. Nie spadła na nas jeszcze ani jedna kropla deszczu !!! W tej sytuacji zimno i wiatr można jakoś znieść. Rozgrzewają nas emocje :) Co przyniosą następne dni ? czekamy na dalsze pozytywne niespodzianki

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 3

26 Kwiecień 2017
Tak jest, to już środa - czyli jak zadomowiliśmy się na brytyjskich wyspach. Kiedy tu dotarliśmy, wszyscy byliśmy przerażeni co nas czeka, czy podołamy zadaniom, czy komunikacja miejska nas nie przerasta. Teraz mamy odpowiedź: wszystko jest zupełnie ŁATWE ! ! To już trzeci dzień, a czujemy się jak u siebie. Aż za bardzo, gdyż przy zakupie czegoś w sklepie powiedziałam od razu "Proszę bardzo" podając pieniądze, a sprzedawca popatrzył na mnie jak na wariatkę. Do autobusów wsiadamy już bez problemu. W UK wystarczy, że pomachasz ręką, a bus zatrzyma się na twoje żądanie - oczywiście tylko na przystanku. W każdym autobusie - Yellow Bus (to te, którymi jeździmy) jest tabliczka, która pokazuje Ci jaki jest następny przystanek. Jak chcesz się zatrzymać, musisz po prostu kliknąć przycisk stop. That's it ;) Mówili nam: "Każdy autobus jedzie do centrum!" A jednak... Zgubiłam się razem z moją koleżanką. Obie wcześniej rozmawiałyśmy z naszymi mamami, które powtarzały: "Nie idź nigdzie, zgubisz się, późno już!" - to był pierwszy dzień. Słowo się rzekło. Wsiadłyśmy do pierwszego lepszego autobusu i wyruszyłyśmy w podróż życia. Jadąc sobie beztrosko na spotkanie z kolegami z praktyk zauważyłam, że wyjechałyśmy na obrzeża miasta. Szybka reakcja i biegiem do kierowcy. Ten jak "prawilnemu Brytyjczykowi" przystało pomógł nam się odnaleźć. Nie trzeba było wzywać pomocy, gdyż google maps nigdy nie kłamią i starsza pani na ulicy chętnie służy pomocą. To dopiero jedna z wielu przygód, które nas tutaj czekają.

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 4

27 Kwiecień 2017
Czwartek - niespodzianek ciąg dalszy - ja dzisiaj dowiedziałem się, że we Włoszech nie używają elektrycznych czajników, opowiedział nam o tym mój pochodzący z Italii szef. Oczywiście usłyszawszy to, razem z kolegą wpadliśmy w śmiech, ponieważ wydało nam się to bardzo dziwne. Marco postanowił rozkręcić biznes tutaj na wyspach, będąc aktualnie dealerem kart sim oraz ich doładowań. Na każdym kroku zaskakuje nas bardzo angielska gościnność oraz chęć pomocy. Podczas szukania odpowiedniego autobusu, starsza pani chętnie nam doradzała, a nawet chciała zaprowadzić na właściwy przystanek. W autobusie nikt nie się przepycha, ustępują miejsca, kierowca pomaga wprowdzić wózek i nie rusza, aż osoby starsze nie siądą spokojnie. Ciekawym wynalazkiem są przyciski "stop" na poręczach, które po wciśnięciu informują kierowcę, że wysiadamy na następnym przystanku, dzięki czemu nie musimy się denerwować czy aby na pewno się zatrzyma. Mit o deszczowej Anglii obalony - piąty dzień nie pada !!! Bardzo miłym zaskoczeniem są również pyszne obiady serwowane przez naszą rodzinę goszczącą. A tyle mówi się o marnej angielskiej kuchni. Widać, że przykładają się bardzo do tego, aby nam smakowało :P

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 5

28 Kwiecień 2017
Piątek - poranek jak zawsze.. - płatki z mlekiem. To jak na razie się nie zmienia, tak samo jak pogoda. Mam wrażenie, że co dzień to cieplej. Po śniadaniu - praca - jesteśmy odpowiedzialni za sklep komputerowy. Punkt 10-ta otwieramy serwis, więc najważniesze, żeby nie zaspać, bo jak to szef powiedział "ten or dead", a uwierzcie mi wygląda, jakby z siłowni nie wychodził Co chwilę nowi klieci, więc się nie nudzimy - raz telefon do naprawy, raz komputer, a czasami coś trzeba sprzedać i tak na zmianę do godziny 17-tej. Zawsze po pracy chodzę pobiegać trochę w pobliskim parku. Po powrocie prysznic i przygotowania do jutrzejszej wycieczki do Oxfordu, na którą z niecerpliwością wszyscy czekamy ;) Tydzień minął zanim zdążyliśmy się obejrzeć, wszyscy przywykli do nowych domów, tylko ja nie. Mamy w domu uroczego pieska o imienu Jimmy, który chyba mnie polubił, bo zostawił mi prezent w bucie :D

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 6 - Oksford

29 Kwiecień 2017
Punktualnie o 7:00 zebraliśmy się przy dworcu kolejowym w Bournemouth. Podróż trwała 2 i pół godziny - najpierw pociągiem do Southampton, a później autobusem do Oxford. Każdy radził sobie jak mógł, aby spożytkować jak najlepiej ten czas. Niektórzy z powodu wczesnej godziny wyjazdu spali jeszcze w busie. Zaczęliśmy zwiedzanie od spotkania z naszą Panią przewodnik- Isabell pod Ashmolean Museum i po krótkim zapoznaniu się, wyruszaliśmy na 2 godzinną wycieczkę po mieście, by poznać je od podszewki. Dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy. Uniwersytet składa się z 38 odrębnych części - college. Studiuje tu około 23 tysięcy studentów, którzy zamieszkują w danym "college". Pani przewodnik wyliczała nam ilu obecnych królów, prezydentów, premierów i noblistów ukończyło tutaj studia, podobnie jak obecna premier Wielkiej Brytanii - Theresa May. Jeżeli macie zamiar studiować na Oxford University, to przygotujcie sobie kasę na opłaty: rocznie 9 tysięcy funtów plus utrzymanie około 8 tys. Pani Isabell pokazała nam również miejsca, w których zostały nagrane niektóre sceny z Harrego Pottera. Opowiedziała nam też o tym, jak powstawała powieść pt:"Alicja w krainie czarów". To tutaj autor książki spędzał czas z dziećmi opowiadając im bajki, które potem stały się bazą do napisania tego słynnego na całym świecie bestsellera. Po oprowadzeniu po mieście dostaliśmy parę godzin wolnego czasu. Zjedliśmy obiad oraz poszliśmy na mały "shopping". Udaliśmy się również cała grupą na spacer brzegiem Tamizy. Na rzece odbywały się ćwiczenia doThe Boat Race. Są to coroczne zawody wioślarskie pomiędzy Oxford University Boat Club, a Cambridge University Boat Club. Mieliśmy idealną pogodę na zwiedzanie. Nie padał deszcz, ani nie było upału. Chwilę przed 18 -tą, pełni wrażeń, wyruszyliśmy w podróż powrotną do Bournemouth.

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 7

30 Kwiecień 2017
Wielka Brytania - państwo, w którym dalej panuje monarchia, królowa jest osobą wzbudzającą ogólny podziw, a rozrywką stał się krykiet i golf. Dla Polaków Anglia kojarzona jest z wykwintnością, elegancją. Nie bez powodu, ponieważ gdy pierwszy raz przekroczyłyśmy próg domu rodziny u której mieszkamy byłam w szoku. Delikatne, wzorzyste tapety na ścianach, puszysta wykładzina, pełno obrazów i starannie dobranych dodatków, takich jak popiersia i świece. Jednak pomimo klasycznego wyglądu, dom jest dla tej rodziny czymś więcej niż miejscem do spania rodem z muzeum. Tchnięto w niego duszę. Nie bez powodu na szafkach stoją bogato wykonane ramy ze zdjęciami dzieci oraz wnucząt. Przypomina to o jego prostej historii, o dorastaniu, wychowywaniu, po prostu miłych, rodzinnych chwilach. Pomimo bariery językowej czujemy się w nim swobodnie, a Tracey traktujemy jak dobrą ciocię, starannie tłumaczącą nam jakąś kwestię. Jest osobą pogodną, życzliwą, jest sercem całego domu. Codziennie, starannie się nim zajmuje, jak również i nami. Prowadzi zdrowy tryb życia, dlatego nasze obiady za każdym razem wyglądają inaczej. Mamy możliwość poznawania nowych smaków typowych dla Brytyjczyków. Wszystkie na swój sposób były pyszne, ale najbardziej przypadł mi do gustu łosoś w cieście francuskim z pieczonymi ziemniaczkami i fasolką z pesto. Na uwagę zasługuje również kotlet rybny z warzywami. Estetycznie podane, urozmaicone dania przyciągają nas do pięknej kuchni połączonej z jadalnią i salonem, gdzie po ciężkiej pracy mąż Tracey zasiada przy meczu piłki nożnej. I oto ukazuje nam się scena jak z filmu, gdy w wygodnym fotelu zasypia oglądając telewizję... Anna

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 8

01 Maj 2017
Pierwszy maja - święto państwowe, dzień wolny - zaczął się bardzo pogodnie dlatego też, cześć z nas wybrała się na krótką wycieczkę po ogrodach rozsianych wokół centrum miasta. Tak spacerując, nie zwracając uwagi na nic, nieco pobłądziliśmy. Na szczęście dzięki naszym umiejętnościom korzystania z Google Maps udało nam się trafić do celu - złocistej plaży. Tutaj czekała na nas chwila relaksu, troszkę zabawy i wygłupów, budowa “zamku” z piasku czy też małe sesje zdjęciowe. Niestety pogodę w Anglii można porównać do kobiety - jest tak samo zmienna, dlatego też te błogie chwile, przerwał nam nieoczekiwany deszcz. Ale nie ma tego złego - zintegrowalośmy się razem pod jednym dachem czekając na rozchmurzenie :D Rozmawiając o obiadach u naszych gospodarzy i innych "bardzo ważnych w tym czasie rzeczach", czekaliśmy na poprawę pogody. Nie trwało to długo. ;) Powoli, już wracając do naszych rodzin, jeszcze przypadkiem trafiliśmy na uliczny koncert disco, gdzie osoba przebrana w strój śmiesznego trupka z różowymi warkoczykami, zabawiała turystów. Koncert pod mostem cieszył się dużym zainteresowaniem. Towarzyszyły nam salwy śmiechu, gdy jakiś autobus przyjeżdżając ochlapywał wszystkich zgromadzonych tam ludzi. Dzień można uznać za pozytywnie spożytkowany na robieniu niczego. Ale za to z rezultatem banana na twarzy u wszystkich jego uczestników.

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 9

02 Maj 2017
To był długi weekend ;) chociaż nie dla wszystkich moich kolegów. Rozleniwiony w końcu zebrałem się i poszedłem do pracy, czyli do sklepu meblowego z bardzo luksusowym towarem jak: lustra czy żyrandole po 300 funtów za sztukę na przecenie. Muszę więc być tutaj bardzo ostrożny, aby nie mieć kłopotów z płaceniem za coś. Moim pracodawcą jest Bashar - Syryjczyk, przez co dużo słucham arabskiego, bo odwiedza go oprócz klientów jego rodzina, a po polsku nie wolno nam rozmawiać z koleżanką. Z powodu problemów z logowaniem nie mogę przejść do moich informatycznych obowiązków, więc starają się dla mnie znaleźć chwilowo inne zajęcia jak: cięcie kartonów, odkurzanie czy parzenie kawy. Do pracy chodzę z buta, bo nie mam daleko. Opiszę Wam aspekty ruchu drogowego. To, że kierownice w samochodach są po prawej stronie, to chyba oczywiste. Tutaj nie ma pasów - jest tylko wyznaczone przejście ograniczone małymi kwadracikami oraz sygnalizacja świetlna z przyciskiem dla pieszych. Stosuje się to tylko tam, gdzie jest duże natężenie ruchu samochodów, bo w Anglii króluje zasada "idziesz na własną odpowiedzialność" - czyli przechodzenie nie po oznakowanych miejscach, których i tak jest mało, nie jest karalne. Ludzie przemykają się nawet przez czteropasmówkę, gdy nic na niej nie jedzie, a samochody, w szczególności busy, nie mają zamiaru dla takich pieszych się zatrzymywać - wiem z własnego doświadczenia. Wieczorami młodzież gra na rynku w piłkę lub jeździ na deskorolkach, a po 22 godzinie - miasto już śpi , sklepy i supermarkety zamknięte, nie jest już tak tłoczno na ulicach, plaża pusta. Daniel

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 10

03 Maj 2017
Z każdym kolejnym dniem przystosowuję się do tutejszego klimatu, nabywam nowych zwyczajów oraz doznaje rutyny porannych "angielskich śniadań". Mieszkam na peryferiach, więc dojazd do miejsca praktyk zajmuje mi dobre czterdzieści minut. Każdy dzień w pracy jest inny, zaczynam przyjmować coraz to bardziej odpowiedzialne obowiązki, chociaż i tak już na początek zostałem rzucony na głęboką wodę. Dni bywają różne, raz spokojne, innym razem bardzo pracowite - lecz dziś nie było ani grama nudy. Bazy danych zostały wypełnione nowymi antykami aukcyjnymi, z którymi przyszło mi się zmierzyć. Sprawdzanie danych, pisanie e-maili do klientów, tworzenie faktur czy szacowanie kosztów są tu na porządku dziennym, lecz kto by uwierzył w to, co dziś zostało dostarczone. Stawiłem czoło Biblii z 1605 roku oraz Księdze Prawa kanonicznego z 1675! Z jednej strony, gdy wyobrażam sobie jaką mają historię te księgi, to aż nabieram podziwu jak przechodziły z rąk do rąk. Z drugiej strony pokłady kurzu na nich​ były dla mnie zmorą - i jak tu nie kochać alergii na kurz :) Co więcej, przyszedł dziś stary perski miecz, zazdroszczę szczęśliwemu posiadaczowi. Oczywiście pracy było znacznie więcej, dzięki czemu miałem okazję nauczyć się obsługiwać nowe maszyny. Po pracy krótki spacer (zmęczenie nie pozwoliło na dłuższy) i do domu. Dzień zakończyłem pyszną kolacją, która już na mnie czekała oraz rozmową z hostem przy filiżance herbaty i świetnym filmie. Podsumowując - starania, żeby tu być opłaciły się ! Artur

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 11

04 Maj 2017
Powoli dobiega końca drugi tydzień mojego pobytu w Bournemouth. Przez ten krótki okres czasu poznałem to miasto tak dobrze, że czuję się jakbym mieszkał tu już bardzo długo. Mimo to, miasto zaskakuje mnie codziennie. Ilość wszystkich restauracji, barów i sklepów rozciągających się wzdłuż ulic - niczym z California dream, aż motywuje do ich odwiedzenia. Co prawda Wielka Brytania słynie z niepowtarzalnej angielskiej herbaty, ale tak na prawdę większość miejsc, na które zwróciłem uwagę oferuje bogaty wybór kaw. Jeśli akurat miałbyś ochotę delektować się smakiem pizzy, nie ma problemu, za każdą przecznicą rzuca się w oczy zielono-biało-czerwone logo włoskiej knajpki. Chciałbyś poznać smak kuchni japońskiej? Orientalne restauracje serdecznie zapraszaja na sushi, przyrządzone według tradycyjnej receptury. A może akurat jest lunch time, a ty zapomniałeś o kanapkach zrobionych rano w domu? Nie brakuje tu również sieciówek pokroju Starbucks i Subway. Każda uliczka, centrum handlowe lub park przepełnione są różnorodną ofertą zaspakajacą Twój żołądek. Przed przyjazdem tutaj odmiennie myślałem o tym mieście... Wydawało się niczym w porównaniu do wiecznie wysławianego Londynu. Z dnia na dzień coraz bardziej wyobrażam sobie powrót do Bournemouth ;) Chciałbym, aby to marzenie spełniło się w przyszłości ;) Mateusz

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 12

05 Maj 2017
Poranek - szybkie śniadanie: tradycyjnie tosty z dżemem i kawa. Potem - typowe dla mnie i moje koleżanki - szybki bieg na przystanek, by przypadkiem znowu nie spóźnić się na autobus. Na szczęście zawsze udało się znaleźć wyjście awaryjne (autobus z przesiadką), niestety łączyło się to znowu z czekaniem na następny. Nie martwcie się, dzisiaj zdążyłyśmy idealnie. Spędziłyśmy 40 min. w busie, a 6 godzin w pracy. Po pracy szybki shopping, jakoś trzeba wykorzystać trochę wolnego czasu, powrót do domu i kolacja z rodziną. Czyli kolejny dzień, jak każdy inny, szczególnie w tygodniu. Dopiero w niedzielę będzie można trochę pozwiedzać lub posiedzieć na plaży, jeśli pogoda dopisze. Nie jest to główny cel naszego pobytu w Anglii, wiec opowiem wam trochę więcej o mojej pracy. Pracuję w Supreme Baby razem z moją koleżanką Weroniką, z którą także razem mieszkam. W firmie zajmujemy się głównie robieniem zdjęć oraz ich późniejszą obróbką graficzną, jak w każdej firmie nie omija nas trochę "papierowej roboty". Dzisiejszy dzień był trochę inny, czasami trzeba wykazać się kreatywnością. Razem z Weronika robiłyśmy zielone tło na sesje fotograficzne - bardzo przydatne w pracy fotografa. Ciekawą rzeczą, o której dzisiaj się dowiedziałyśmy, był fakt iż w branży dziecięcej sezon świąteczny rozpoczyna się już w sierpniu. Przed świętami trzeba wszystko dokładnie sprawdzić m.in. ustalać promocje, sprawdzić co w danym sezonie najlepiej się sprzedaje, a w późniejszych terminach szykować paczki dla klientów. Jest na prawdę bardzo dużo pracy. Kinga

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 13

06 Maj 2017
Jadąc tutaj z celem poprawienia swoich umiejętności językowych, nie przyszło mi do głowy, że moim mentorem zostanie Polak. Co prawda zżerał mnie stres, kiedy usłyszałem, że pierwszego dnia odbędę interview, ale oswajając się z tą myślą, "wypiołem klatę" z dumą prezentując, czego nauczyłem się na dodatkowych lekcjach angielskiego w Polsce. Niepotrzebnie, ponieważ mój szef nie robił żadnego problemu, co do kontaktu z nim w naszym ojczystym języku. Dzisiaj odrabialiśmy wolny poniedziałek, który dla Anglików, podobnie jak u nas jest świętem pracy. Po południu do sklepu wszedł klient z chęcią kupna nowoczesnego laptopa. Z pozoru niewinna, codzienna sytuacja. Aczkolwiek akurat na tym modelu nie widniała etykietka z ceną! Ciężko jest zasmakować ten błąd, więc nie było innego wyjścia, niż zadzwonić do Marcina, w celu rozwiązania tej sprawy. Rozmowa trwała niecałe 3 minuty, dowiedziałem się wszystkiego, więc rzekłem do potencjalnego klienta: You know what? Odpowiedź stała się nieoczekiwanie zabawna, ponieważ z jego ust usłyszałem: Możesz mówić do mnie po polsku. Jednak szef miał rację mówiąc, że w naszej dzielnicy - Boscombe mieszka 80% Polaków z Bournemouth.

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 14

07 Maj 2017
Dzisiejszy dzień jako jedyny w tygodniu był dla nas wolny, ponieważ każdy z nas musiał odpracować tzw. Bank holiday (święto państwowe). Wielu z nas udało się do kościoła na polską Mszę Św. na 12.30 w centrum miasta. Podczas uroczystości była obchodzona pierwsza rocznica Komunii Świętej. Wielu Polaków założyło odświętne stroje, między innymi można była zauważyć strój krakowski. Dzięki temu mogliśmy poczuć się jak w domu. Podczas śpiewania polskich pieśni, łza zakręciła się w oku. Po uroczystej Mszy jedni z nas udali się na plażę, a ja z moimi koleżankami z profilu fototechnik udałyśmy się na spacer do Upper Gardens. Zrobiłyśmy tam mnóstwo zdjęć, gdyż jest to bardzo malowniczy park w Bournemouth. Wielu mieszkańców spędza tam swój wolny czas. Każdy w nim może znaleźć coś dla siebie, począwszy od placu zabaw, kortów tenisowych do zacisznych uliczek, w których można poczytać książkę. Spędziłyśmy tam cały dzień, a wieczorem udałyśmy się na tzw. Bournemouth Eye, aby podziwiać zachód słońca. Myślę, że w ten słoneczny dzień każdy mógł naładować swoje baterie na kolejny tydzień pracy.

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 15

08 Maj 2017
Odkąd zaczęłam uczęszczać do naszej szkoły, moim marzeniem było dostać się na praktyki zagraniczne. Po trzech latach ciężkiej pracy i wielu wyrzeczeń - udało się! Zarekrutowałam się! Przez parę miesięcy uczęszczałam na zajęcia dodatkowe z j. angielskiego. Co sobotę wstawałam wcześnie rano, by na nie pójść, było to trochę męczące, ale teraz będąc tu, w Bournemouth, wiem że było warto! Przed wyjazdem wiele osób opowiadało mi o Anglii i o bardzo niskiej temperaturze tutaj. Podczas pobytu w Bournemouth, ani razu nie doznałam zbyt dużego jej spadku. Śmiało można powiedzieć, że jest tu całkiem ciepło, jak na to, co mówią inni o angielskiej pogodzie. Pozytywnie zaskoczyło mnie również - optymistyczne nastawienie ludzi do innych. Mieszkańcy tutejszego miasta to osoby z różnych zakątków świata. Każdy ma inną kulturę, osobowość i wygląd, lecz łączy ich jedno - POZYTYWNA ENERGIA, którą obdarzają każdego napotkanego człowieka poprzez uśmiech. Obdarzenie kogoś uśmiechem może na prawdę wiele zdziałać, na przykład znacznie poprawić humor. Dzięki pozytywnemu nastawieniu ludzi oraz ich chęci do pomocy pokochałam Anglię! Bournemouth to świetne miejsce zarówno do spędzenia wakacji, jak i do prowadzenia życia codziennego. Miasto tętni życiem od rana do późnych godzin wieczornych. Wracając do aspektu życia codziennego, chciałabym opowiedzieć o mojej rodzinie goszczącej. Mieszkam na przedmieściach Bournemouth w spokojnej dzielnicy usytuowanej blisko lotniska. Codziennie wieczór jem kolację wraz z Agatą oraz naszą host family. Wiele rozmawiamy o codziennych sprawach, jak również o angielskiej kulturze i zwyczajach. To idealny sposób na poznanie Anglików od podszewki. Nasi gospodarze zwiedzili bardzo dużo zakątków świata, często nam opowiadają o swoich podróżach i doświadczeniach. Są to ludzie bardzo otwarci, mili i oddani swojemu dziecku. Mały Allie ma 17 miesięcy i jest bardzo pogodnym chłopcem. Często się z nim bawimy. Przypomina mi to o mojej rodzinie w Polsce, ponieważ na co dzień spędzam dużo czasu z moimi siostrzeńcami. Myślę, że dzięki temu czuję się tutaj jak w domu! ;) Chociaż w domu nie wstaję z łóżka tak późno jak tutaj. Codziennie mogę się wyspać, ponieważ chodzę do pracy na godzinę 12. Moim szefem jest Polak, który jest otwarty na nowe pomysły. Prowadzi on firmę Illegal Art Boutique, gdzie drukowane są koszulki. Moim zadaniem jest wykonywanie zdjęć asortymentu jego sklepu. Pracuję wraz z Anią, Pauliną i Szymonem - staramy się sobie nawzajem pomagać lub doradzać ;) Myślę, że to pozwoli nam nauczyć się pracy zespołowej, co jest bardzo dużym atutem. Po pracy spotykam się z moimi znajomymi na plaży, po czym wracam do domu na obiadokolację. Tak toczy się każdy dzień tygodnia oprócz niedzieli ;) Katarzyna

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 16

09 Maj 2017
Czas w Anglii mija nam bardzo szybko, ale można powiedzieć, że w naszym życiu pojawiła się monotonność. Codziennie mijam tych samych ludzi w autobusie, często odwiedzają nas stali klienci w pracy, których imiona zdążyłem zapamiętać przez dwa tygodnie. Pracuję w sklepie komputerowym, zajmujemy się również serwisowaniem zepsutych sprzętów oraz kupnem różnorakiej elektroniki. Naszym szefem jest Egipcjanin, jego współpracownikiem jest Portugalczyk, a jeszcze trzeci praktykant jest Hiszpanem, także oprócz polepszania języka angielskiego, uczymy się różnych przydatnych słów z języka hiszpańskiego, portugalskiego i arabskiego. Pracy jest dużo, mało jest chwil, w których ktoś czegoś nie robi. Rzadko kiedy siedzimy bezczynnie, może dzięki temu się nie nudzimy i bardzo szybko mija nam czas :) Piotr

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 17

10 Maj 2017
Płatki z mlekiem - przed przyjazdem tutaj słyszałem, że będziemy na śniadanie głównie jeść płatki, ale nie przyszło mi do głowy, że codziennie. Mieszkam sam, więc jedynymi osobami, z którymi mogę porozmawiać w domu jest host family. Daje mi to możliwość ciągłego szlifowania angielskiego. Rodzina, u której mieszkam jest bardzo rozmowna. Codziennie przy kolacji opowiadam jak minął mój dzień, a po posiłku mam okazję pograć na Xboxie z dziećmi moich hostów. Pracuję w serwisie komputerowym. Chociaż właściwie 'komputerowym' jest sporym niedopowiedzeniem. Jak powiedział Mariusz (pracownik mojego szefa) 'Naprawiamy wszystko co da się podłączyć do prądu...' dlatego też, w serwisie oprócz komputerów i laptopów, znaleźć można także: telewizory, smartfony, wzmacniacze, nawigacje GPS, elektronikę samochodową, a nawet elektroniczne części od pralek! Mój szef, tak jak i jego pracownik są Polakami, mogliśmy więc rozmawiać w ojczystym języku. Jednak kilka dni temu dołączył do nas student z Hiszpanii, trzeba w związku z tym bardziej wysilać się językowo. Praca przebiega w miłej atmosferze. Ja głównie zajmuję się sprawdzaniem sprzętu komputerowego i usuwaniem ew. usterek. Czasem trzeba wykonać też mniej ambitne zadania jak np. odkurzanie. No ale 'ktoś to musi zrobić' :) Połowę dnia spędzam w sklepie, który znajduje się kilkanaście minut drogi od serwisu. Tam sprzedajemy telefony i akcesoria oraz przyjmujemy zepsuty sprzęt do naprawy. Po pracy zasłużony dinner. Dominik

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 18

11 Maj 2017
Bournemouth jest obfite w całą paletę parków, ogrodów i innych obiektów rekreacyjnych. Razem z naszym szefem odwiedziliśmy dwa z takowych miejsc, w celu realizacji sesji promującej markę Illegal Art Boutique. Tydzień temu wspólnie wybraliśmy się do pełnego naturalizmu, zapierającego dech w piersiach Upper Garden, natomiast wczorajszy obiekt dosłownie zwalił mnie z nóg! Punktem, w którym wykonywaliśmy zdjęcia stał się Tropical Garden. To był ciepły dzień, promienie słońca strzeliście rozkładały się pomiędzy palmowymi liśćmi. Piękne, fioletowe kwiaty, kształtem przypominające wiosła, wiły się wokół ławki, na której zostawiliśmy koszulki i akcesoria. Pilnowaniem ich i dbaniem o ład wokół nas zajął się Szymon, ja z kolei wdałam się w rolę stylistki. Fotografa nie trzeba przedstawiać, ale dla przypomnienia zwrócę uwagę, że fototechnikiem w naszym miejscu pracy jest Kasia. Aby ubarwić zdjęcia, tym razem oprócz Anki na sesję zaprosiliśmy Kim - Hiszpankę z Training Vision. Praca przebiegała sprawnie, lecz znacząco utrudniał nam ją upał, dlatego razem z naszym mentorem udaliśmy się po świeżo wyciskaną, owocową lemoniadę :) Ugaszenie pragnienia sprawiło, że nasze modelki powróciły do pełni sił i zdjęcia wychodziły jeszcze bardziej efektywnie! Co prawda spędziliśmy tam prawie 3 godziny, ale było warto. Z jednej strony tropikalna flora tego pięknego miejsca, a z drugiej błękit rozległego morza. Z pewnością, to nie jest ostatni raz, kiedy odwiedzam to miejsce. Po pokazaniu zdjęć mojej siostrze dostałam krótką odpowiedź: "Ty jesteś w Anglii czy na Hawajach?" Naprawdę warto tu było przyjechać - poświęcić więcej czasu na język angielski dla ogromu nowych doświadczeń, przeżyć, poznanych ludzi, zabawnych przygód i zapierających dech w piersiach widoków. Paulina

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 19

12 Maj 2017
Gościnność i kulturę Brytyjczyków można dostrzec na każdym kroku. Pewnego dnia czekając na autobus dosiadł się do mnie starszy pan i po pierwszych grzecznościowych zdaniach, konwersacja rozwinęła się na dobre 5 minut. Była to jedna z przyjemniejszych rozmów. Pomimo, że jego akcent był dość ciężki do zrozumienia, gawędziło się bardzo fajnie. Opowiem Wam o jeszcze jednym zaskakującym zdarzeniu - szef zabrał nas - praktykantów do swojego domu na włoski przysmak, czyli makaron w sosie pomidorowym przygotowanym przez niego. Była to sympatyczna odskocznia od codziennych posiłków oraz mile spędzone popołudnie u szefa w ogródku. Bournemouth to niewątpliwie jedno z piękniejszych miast, gdzie miałem możliwość być. Szeroka plaża z widokiem na morze zapiera dech w piersiach. Można tutaj codziennie spotkać wielu spacerowiczów, ale kto by się temu dziwił. Jest to z pewnością jedna z największych atrakcji, dla których warto odwiedzić Bournemouth. Nie opodal plaży znajduje się olbrzymie koło - "karuzela". Przejażdżka za "drobną opłatą" daje okazję do podziwiania całego miasta, morza i klifów. Warto wspomnieć również o pogodzie, gdyż ta okazuje się wyjątkowo łaskawa - większość dni jest słonecznych. Już jutro, czyli w sobotę wybieramy się do serca Anglii - Londynu. Długa, ale i zapewne ciekawa wycieczka przed nami, ponieważ mamy w planach zobaczyć wiele znanych budowli londyńskiej architektury. Niewątpliwe, będziemy musieli mieć oczy dookola głowy, gdyż Londyn odwiedzają rocznie miliony turystów. Robert

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 20 - Londyn

13 Maj 2017
Training Vision zorganizowało nam dzisiaj wycieczkę do stolicy Wielkiej Brytanii - Londynu. Przeszliśmy 13km, zatrzymując się przy najważniejszych obiektach brytyjskiej kultury. Nasza podróż rozpoczęła się przyjazdem pociągiem na stacji Waterloo, skąd obraliśmy kierunek do imponująco wielkiego London Eye. Niestety w programie nie uwzględniono skorzystania z jego usług, a na nasze kieszenie koszt przejazdu był zbyt duży. Następnie skierowaliśmy się w stronę Big Ben'a oraz siedziby parlamentu. Kiedy zbliżaliśmy się do pałacu Buckingham, podobnie jak reszta grupy, bardzo źle się poczułem. Jakby ktoś w powietrzu rozpylił gaz pieprzowy. Moje oczy obrały jasnoczerwony odcień, a w gardle i nosie poczułem pieczenie. Te objawy ustały dopiero, kiedy weszliśmy do Londyńskiego metra. Ale wcześniej jeszcze zahaczyliśmy o chińską dzielnicę, na której akurat odbywała się parada na cześć Buddy. Z samego przodu szło czterech mężczyzn przebranych za dwa ogromne, kolorowe lwy. Lecz moją uwagę bardziej przykuły wzorzyste, aksamitne suknie pięknych Chinek oraz kilkuletnie dzieci wyglądem przypominające mnichów. Bardzo cenię odmienną od naszej kulturę, a w szczególności tą reprezentowaną przez skośnookie piękności. Na naszej trasie pozostało tylko Towers Bridge, przy którym zatrzymaliśmy się na parę zdjęć oraz Towers of London. Jest to zamek, jak sama nazwa wskazuje, oparty na wieżach. Spędziliśmy tam aż 2,5 godziny, a i tak nie zobaczyłem wielu znaczących artefaktów. Największe wrażenie wywarł na mnie ogromny smok, stworzony jakby ze złomu! Ustaliliśmy, że potem udamy się na nadprogramowy spacer, ale każdy był już tak zmęczony, że poprosiliśmy o powrót do Bournemouth.

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 21

14 Maj 2017
Nasza ostania niedziela na Wyspach Brytyjskich. Pogoda dopisywała chociaż wiał lekki wiaterek. Jak co niedzielę wybraliśmy się na polską mszę do kościoła nieopodal centrum. Po tym postanowiliśmy jak najlepiej wykorzystać słoneczną pogodę i wybraliśmy się na plażę. Po drodze wstąpiliśmy tylko do sklepu aby ugasić swoje pragnienie. Na plaży można było spotkać przeróżne formy rekreacji. Jedni puszczali latawce, a Ci bardziej odważni zasmakowali morskiej kąpieli. Widoczność była idealna więc podziwialiśmy statki oraz jachty pływające w oddali. Czas na plaży minął bardzo przyjemnie. Około godziny 17 wszyscy wrócili do swoich host family by wraz z nimi zjeść kolację. Na godzinę 20 umówiliśmy się z całą grupą oraz z nauczycielami na grilla. Pomyślicie zapewne skąd mieliśmy grilla. Otóż w każdym większym sklepie można go dostać tutaj bez problemu już za 2 funty. Kolejna rzeczą, która nas zaskoczyła jest możliwość zrobienia grilla na plaży. Jest to możliwe tylko po godzinie 18. Po godzinie 21 wszyscy z pełnymi brzuchami i uśmiechami na twarzy udali się do swoich domów. Przed nami ostatni tydzień w Anglii pełen pracy.

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 22

15 Maj 2017
9.00 - pobudka, 10 minut przeciągania się i czas zejść na śniadanie. 9.30 - szybki prysznic oraz poranna toaleta, wliczając w to wszystko oszukiwanie mężczyzn makijażem, na który i tak nie zwrócą uwagi, a wykonujesz go w wrodzoną, kobiecą perfekcją i starannością. 10.30 - 10 minut dylematu, co na siebie włożyć, chociaż z szafy wysypują się świeżo zakupione ubrania... 10.50 - czas wyjść na busa, po raz 22 tą samą trasą. 11.02 - w końcu przyjechał, ten sam życzliwy kierowca, ten sam bilet miesięczny, to samo siedzenie, to samo 40 minut drogi z przesiadką na Square. 12.40 - uzupełniane pustki w brzuchu, po płatkach z mlekiem, gotową kanapką z Tesco. 12.00 - czas pracy, jak zwykle zaczynająca się od realizacji zamówień. 18.00 - przynajmniej obiad codziennie jest inny, ale już o 20.00 pojawiają się te same, Polskie twarze. Monotonia? Tak to wygląda, w końcu wypracowałam już sobie schemat, którego kurczowo się trzymam. Ale cytując naszą wybitną rodaczkę "Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy.". Każdy poranek w tym pięknym mieście uruchamia mechanizm zwany motywacją do pracy. Pozwala on rozwijać nam się w kierunkach zawodowych, z którymi niewątpliwie większość z nas wiąże swoją przyszłość. Dzisiejszy dzień okazał się nadwyraz smutny. Z racji tego, że nasz mentor - Hubert wyjeżdża do Turcji, spędziliśmy z nim ostatni dzień w pracy. Przyjezdzajac tutaj, nie spodziewałam się, że nawiążemy z nim na tyle mocną więź, że pożegnanie stanie się tak niemiłym doświadczeniem. Ale ten wyjazd otworzył nam drogę do dalszego kształcenia się i jeśli tylko zechcemy powrotu do firmy. Dlatego nie traktuję go jako zwykłych, rutynowych praktych, tylko pasma miłych doświadczeń i nawet niekiedy przygód! Anna

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 23

16 Maj 2017
Moja praca to wstawianie towarów sklepu wraz z ich uprzednio edytowanymi przeze mnie zdjęciami na stronę internetową firmy. Całej pracy nie zdołam wykonać, ponieważ do wrzucenia na stronę czeka około 10 000 produktów, ja dodałem na razie jakieś 130. Szef nie wymaga ode mnie cudów, lecz ja staram się dać z siebie to co najlepsze i pracować do upadłego. Hartuję się psychicznie i fizycznie. Woda morska o tej porze roku zimna, ale to nie odstrasza ludzi od pływania, wliczając mnie. Uparcie walczyłem z napierającymi znienacka falami, które są tutaj dość spore, co cieszy wielu surfujących tu śmiałków. Od niedzieli padają lekkie i tymczasowe deszczyki - moje pranie musi jeszcze poczekać. A co do zmian, to dzisiaj wraz ze współlokatorem, zostaliśmy przeniesieni do ciaśniejszego pokoju ze znacznie gorszym dostępem do wi-fi, a to wszystko z powodu nowo wprowadzonych 3 Francuzów. Zaczynam tęsknić już za polskimi cenami i moim komputerem. (Nie)pospolity zjadacz chleba, Daniel.

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 24

17 Maj 2017
Dzień zacząłem codzienną rutyną, śniadaniem o ósmej i przygotowaniami do pracy, potem przejazdem autobusem, jak co rano. W trakcie codziennych jazd autobusem, dla zabicia czasu wróciłem do gry, w którą niegdyś grywałem dużo - Sudoku. Bardzo wymagająca myślenia, ale absorbuje czas (czasem aż za nadto!). Do pracy dotarłem "przed czasem", dlatego pozwoliłem sobie jeszcze na mały spacer. Niefortunnie dosięgnęła mnie myśl - to już środek naszego ostatniego tygodnia w Bournemouth. Jakim cudem czas tak szybko przeminął - dosłownie w mgnieniu oka. Po spacerze wróciłem do pracy i zacząłem wypełniać zlecone mi obowiązki. Sprawdzanie poprawności danych, korespondencja z klientami, pomoc im oraz obsługa maszyn - już przychodziły mi z łatwością. Po pracy byłem zmęczony, lecz nie na tyle, aby wrócić do domu - tak po prostu. Dlatego też wybrałem się na przechadzkę. Plażą dotarłem do Boscombe, po czym zmierzałem do "Chinese Gardens", gdy dobiegł do mnie głos osoby, próbującej mnie zatrzymać. Odwróciłem się i zobaczyłem młodą kobietę. Po chwili rozmowy zrozumiałem, że zgubiła portmonetkę z pieniędzmi, kartami i masą innych rzeczy. Musiała szybko dostać się do swojego hotelu, lecz nie była pewna, jak tam dojść. Tak więc, szybkim krokiem zaprowadziłem ją na miejsce. W chwili, kiedy podziękowała i odeszła, ja zrozumiałem jedna rzecz, że karma wraca. Na początku wyjazdu, to ja się gubiłem i potrzebowałem pomocy, a teraz udzielam jej innym. To było ciekawe doświadczenie. Artur

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 25

18 Maj 2017
Mocząc nogi w chłodnej wodzie Morza Północnego, rozmyślałem o mojej wspaniałej przygodzie w Bournemouth, która właśnie dobiega końca. Był to okres ciężkiej pracy i zmagań z trudnymi wyzwaniami jakie stawiał nam szef. Jako, że może pochwalić się on ogromną wiedzą w branży komputerowej, wiele wynieśliśmy z tego projektu, a ponadto dostaliśmy możliwość wzbogacenia swoich umiejętności zawodowych, używając specjalistycznego oprogramowania. Marcin zagwarantował nam również, że jeśli tylko będziemy mieli ochotę to drzwi do TK Laptops dla nas są zawsze otwarte! Dla niego jest to błaha obietnica, ale dla nas droga do rozwoju i pieniędzy. Lecz nie one przyciągają mnie do Bournemouth, tylko ciepły, złocisty piasek pod stopami oraz moja spokojna uliczka Southbourne. Zapewne w momencie zmieniłbym zdanie, jeśli przyjechalibyśmy w sezonie, ale jestem pewien, że nawet angielscy turyści nie odwiedzili tyle tajemniczych, niedostępnych miejsc, co ja! Niestety nadszedł czas, aby wyrzucić z głowy marzenie przedłużenia wyjazdu i w końcu zacząć się pakować... Przedstawię jak to mniej więcej wyglądało w moim przypadku. Przede wszystkim pierwszą rzeczą jaką należy zrobić jest przygotowanie odpowiedniego ubioru na dzień wyjazdu. A przez przymiotnik "odpowiedni" rozumiem wygodny, stylowy oraz kompatybilny z ubiorem moich dobrych kolegów, czyli po prostu czarna bluza z Adidasa. Nastepnym krokiem jest wyrzucenie niepotrzebnych płynów, pokroju szamponów w celu zwiększenia miejsca w walizce na ewentualny nadbagaż naszych uroczych koleżanek - shopping w Anglii i 20 kg limit bagażu - nie dają się pogodzić ;D Jeszcze tylko podział rzeczy na bagaż główny i podręczny, ponieważ każdy musi mieć odpowiednie wymiary, wagę i zawartość. Jeśli to zrobimy, nie pozostaje nam nic innego, niż wrzucenie wszystkich rzeczy do walizki, porządne upchanie i w razie problemów z zapinaniem dopchanie własnym ciałem. Jak widzicie nic trudnego! Mateusz

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 26

19 Maj 2017
Ostatni dzień pobytu w Anglii. Ostatni dzień w pracy. Kończy się już nasz pobyt w Wielkiej Brytanii. Już nie będziemy jeździć do pracy dwupietrowymi autobusami, ani jeść płatków czy testów z dżemem na śniadanie. Dzień w pracy minął nam bardzo szybko pozostało tylko dokończyć to co jeszcze nam zostało. Czekała na nas miła niespodzianka szefowa firmy zostawiła dla nas prezenty: czekoladki, kartki z podziękowaniami oraz kilka pamiątek. Po pracy od razu powrót do naszej host family trzeba było spakować jeszcze walizki. Tak by wszystko się zmieściło i żeby o niczym nie zapomnieć. Trochę to trwało i było ciężko ale w końcu udało nam się je spakować. Na kolacje dostałyśmy turecka pizze, która bardzo różniła się od tych jadanych przez nas na codzień. To nie zmienia faktu że była bardzo pyszna. A po kolacji ostatnia wyprawa na plażę. Niestety musiałyśmy szybko wracać. Trzeba chociaż trochę wyspać się przed jutrzejszą długa podróżą.

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.

Dzień 27

20 Maj 2017
20 maja - podejrzewam, że nie tylko dla mnie był to najbardziej znienawidzony dzień podczas całego pobytu w Anglii! Z wielką niechęcią podniosłem się z łóżka po godzinie 4-tej, żeby zdążyć dopakować walizkę. A to z powodu tego, że dnia poprzedniego długo nie mogłem rozstać się z błękitem morza. Przetarłem zaspane oczy, wskoczyłem w lśniący nowy dres i razem z Mateuszem oraz Theresą - naszą "zastępczą mamą" pojechaliśmy na dworzec autobusowy. Podróż na lotnisko London Gatwick ciągnęła się ponad 3 godziny, ponieważ w przeciwieństwie do przyjazdu, zamiast jechać autostradą, obraliśmy trasę przez mniejsze miasteczka. W końcu dotarliśmy! Aby pozbyć się zbędnych kilogramów do noszenia, w pierwszej kolejności udaliśmy się w stronę miejsca, gdzie pożegnaliśmy się z naszymi bagażami rejestrowanymi. A zaraz po tym przeszliśmy nielubianą przez wszystkich kontrolę bezpieczeństwa, czyli wyciąganie z torby starannie poukładanych przedmiotów elektrycznych, płynów i obnażanie się z odzieży wierzchniej. Resztę czasu, który pozostał nam do lotu, spedziliśmy uzupełniając braki w żołądku oraz wspominając z melancholią najpiękniejsze chwile naszych praktyk. Lot dla nikogo nie był już ani niesamowitym przeżyciem, ani przykrym doświadczeniem, gdyż wiedzieliśmy, co nas czeka. Dlatego zaobserwowałem, że wieksza część naszej grupy po prostu spała. W Polsce pomimo przyjemnej temperatury, przywitało nas zachmurzenie niebo, smog Krakowa i szara polska rzeczywistość. A co najgorsze, zaczęło docierać do nas, że za dwa dni wracamy do szkoły ! Dawid

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć. Kliknij dwa razy aby otworzyć pełny rozmiar.